Zwykle wiemy, jak żyć z innymi ludźmi, ale czy wiemy, jak żyć ze sobą? Ignorujemy samo sedno życia, tak jakbyśmy zostawiali skórkę od banana, a wyrzucali owoc. Życie może być radością albo bólem. Wszystko zależy od tego, z którym \"ja\" żyjemy.
Wszelkie nieszczęście płynie z udawania i fałszywego działania z pozycji jednego z ministrów. Uświadomienie sobie tego faktu jest niezwykle ważne. Ludzie wkładają różne maski, postanawiając udawać we wszystkich sferach swego życia, począwszy od zachowywania się w pewien sposób wobec różnych osób, a skończywszy na udawaniu w stosunku do własnych uczuć. Każdy minister jest bardzo sprytny. Może nawet udawać, że nie udaje, a więc nic dziwnego, że nie potrafimy rozszyfrować jego posunięć. Nic nie ograbia nas ze szczęścia bardziej niż fałszywe przekonanie, że już je mamy. Nic nie przynosi szczęścia szybciej niż uczciwe przyznanie się, że go jeszcze nie mamy.
Przyklejanie sobie etykietek, czyli utożsamianie się z czymś lub kimś, jest jednym z najważniejszych narzędzi ministrów. Ktoś postrzega siebie jako człowieka sukcesu, osobę wykształconą, pełną współczucia lub nawet uduchowioną i nazywa to szczęściem. Nie jest tak. Przypatrzmy się temu uważnie. Każda etykietka i definicja ogranicza nasze rozumienie etykietowanego i definiowanego przedmiotu. Jesteśmy zawsze szczęśliwi w chwili obecnej, ale w momencie, gdy zaczynamy analizować to szczęście, przestajemy być w bezcennym \"teraz\", a znajdujemy się w przeszłości i próbujemy wszystko określić i poszufladkować. Z chwilą, gdy opuszczamy teraźniejszość, wkraczają nasi ministrowie – gra pozorów i udawania zaczyna się znowu. Wszystkie etykietki związane są z tym, co zewnętrzne w naszym życiu: \"Odnoszę sukcesy, mam władzę, dobrą reputację, szczęśliwe życie rodzinne, rozwijam się zawodowo, jestem uduchowiony i spełniam dobre uczynki itd.\". Nie ma, broń Boże, nic niewłaściwego w odnoszeniu sukcesów lub posiadaniu szczęśliwej rodziny. Ale nie myśl, że dodaje to choćby jedną kroplę do tego, kim jesteśmy.